Reklama
  • Poniedziałek, 13 marca (13:05)

    Wilczur Szarik. Pierwszy pies PRL-u

Za wierność, bohaterskie czyny i odwagę w walce z faszyzmem pokochali go dorośli i dzieci. Postać przez niego zagrana przeszła do legendy.

Od końca lat 60. w PRL-u zapanowała moda na owczarki niemieckie o imieniu Szarik. Stało się tak za sprawą wojennego serialu pt. „Czterej pancerni i pies”. Opowiadał o armii radzieckiej walczącej z Niemcami, a w szczególności o przygodach załogi czołgu „Rudy”102. Walczyli w nim Polacy, a towarzyszył im dzielny wilczur zwany z rosyjska Szarikiem (Kuleczką).

Reklama

Tak naprawdę nazywał się Trymer i na plan filmowy trafił przez przypadek. Trenowano go w Zakładzie Tresury Psów Służbowych MO w Sułkowicach, by łapał przestępców. Ale nie zawsze wykonywał polecenia.

Okazało się, że jest psem mało agresywnym i na dodatek słabo tropi. Za to uchodził za łakomczucha, kochał przekąski i dla nagrody był w stanie zrobić wszystko. I właśnie to stało się jego przepustką do filmu. Scenarzyści filmowi potrzebowali bowiem owczarka, który nie boi się strzałów, wybuchów, i nie jest agresywny wobec ludzi z karabinami. Trymer sprawdził się na zdjęciach próbnych, dostał rolę Szarika.

Na planie opiekował się nim płk Franciszek Szydełko. Jego podopieczny dobrze wywiązywał się ze swojej roli, poza momentami, gdy akcja filmu wymagała od niego skoków z dużej wysokości, ekspresyjnego szczekania i chwili agresji.

Wtedy Trymera zastępował Atak, wychowanek tej samej szkoły. Miał jednak wadę – kolorem sierści nie przypominał Trymera. By tej różnicy nie wychwycili wielbiciele serialu, przed zdjęciami trafiał do fryzjera, gdzie mozolnie farbowano mu włosy. Podobnie robiono z drugim dublerem Trymera – Spikiem.

Pojawił się w kilku scenach, gdy główny psi „aktor” nie miał akurat ochoty na grę. Takie kaprysy zdarzały się rzadko, bo Trymer pokochał swoją pracę i gdy słyszał słowo: „Akcja!” − tylko czekał na znak, domagając się działania. Robił to nawet przy scenach w których akurat nie brał udziału. Zżył się z ekipą filmową, z aktorami, jednak jego osobiste sympatie nie trzymały się scenariusza.

Jego największym ulubieńcem nie stał się filmowy „Janek”, czyli Janusz Gajos, co momentami stwarzało problem. W scenie, gdzie stęskniony pies miał czule lizać rannego pana po ręku, Trymer zachowywał się tak, jakby nie rozumiał o co chodzi.

Wtedy aktorowi posmarowano rękę koglem-moglem i jakoś poszło. Bo największą sympatią wilczura cieszył się, grający „Czereśniaka”, Wiesław Gołas. Lubili się do tego stopnia, że gdy trener wyjechał, powierzył psa opiece aktora. Spali w jednym pokoju, chodzili razem na posiłki. Jednak to Szarik był gwiazdą.

− Diety na wyżywienie miał wyższe niż ja − wspominał Wiesław Gołas. Sukces filmu o „Czterech pancernych” był ogromny, więc Trymer przez kolejne lata miał zajęcie. Jeździł na spotkania z młodzieżą, bo w całej Polsce jak grzyby po deszczu powstawały dziecięce Kluby Pancerniaków.

Ich członkowie pisali listy do Szarika, a opiekun stemplował potem kartki z odpowiedziami jego łapą. Trymer dożył w milicji sędziwego wieku. Gdy zdechł, został wypchany i dziś można go obejrzeć w muzeum Centrum Szkolenia Służb Wojskowych w Sułkowicach.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Ludzie-wilki, ludzie-nietoperze, ludzie-ryby… Od wieków tego typu chimery budziły grozę, pojawiając się w legendach i mitach. Nie wszystkie jednak są wyłącznie tworem fantazji. Wiele z nich to... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.