Reklama
  • Poniedziałek, 13 marca (13:05)

    Perfumy w PRL-u

W socjalizmie kobiety nie miały dużego wyboru perfum. Zapachy z tzw. niższej półki sprzedawano w kioskach. Były wśród nich: „Być może”, wody kwiatowe „Konwalia”, „Elido”, a nawet czechosłowackie „Żive Kvety”(z gałązką bzu w środku).

Reklama

Te aromaty, mocno nasycone spirytusem, szybko się ulatniały, ale też kosztowały niewiele. Lepsze, lub po prostu ładniej opakowane, można było nabyć w drogeriach, w sklepach Mody Polskiej, Peweksu i Baltony.

Wśród Polek najbardziej popularny stał się produkt Polleny-Urody „Być może...Paris”. Mała buteleczka zawierała 10 ml wody perfumowanej i była socjalistyczną wersją „Chanel 5”.

Zyskała uznanie nie tylko u nas, ale też w krajach socjalistycznych. Zapach doceniały zwłaszcza Bułgarki, uważając produkt za luksusowy. Pytały o niego Polaków jeżdżących na wczasy nad Morze Czarne. Turyści mogli sprzedać każdą jego ilość.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Czasem widziano w nich wcielenie bóstwa, innym razem – pomocników szatana. Niekiedy też wykorzystywano je do prowadzenia wojen. Dziś, po długich latach odsądzania od czci i wiary, koty powróciły do... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.