Reklama
  • Poniedziałek, 20 marca (08:05)

    Lidia Maksymowicz. Dziewczynka, której imieniem był numer 70072

Pociąg przyjechał z Białorusi. Zatrzymał się na rampie w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Z pociągu wysiadła Anna z 3-letnią córeczką. Obie cudem przeżyją to piekło na ziemi, jakie zgotowali im hitlerowscy oprawcy

Jest 27 stycznia 1945 roku. Na dworze trzaska mróz. Temperatura dochodzi do minus dwudziestu stopni, a skuta lodem ziemia nie daje żadnej nadziei na szybkie nadejście wiosny. Zmarznięta pięcioletnia dziewczynka siedzi na pryczy baraku w obozie koncentracyjnym Auschwitz- Birkenau. Przypomina małe, wystraszone zwierzątko. Ma ostrzyżoną na łyso głowę, wzdęty z głodu brzuszek, okropne wrzody na całym ciele i głęboko rozciętą z powodu awitaminozy wargę, która nie dodaje jej urody.

Ale i tak ta pani w czarnym futrze zwraca na nią uwagę. Może dlatego, że dziewczynka jest szybsza od równie zabiedzonych jak ona dzieci. Po prostu podchodzi do pani i wtula się w jej miękkie okrycie. Bronisława Rydzikowska bierze dziewczynkę na ręce i wynosi z baraku.

Nie piśnij, nawet gdy będzie bardzo bolało

Reklama

Kilka dni wcześniej była w kościele. Na kazaniu ksiądz prosił, żeby mieszkańcy Oświęcimia zabierali przebywające jeszcze w obozie dzieci, których hitlerowscy oprawcy nie zdążyli przed nadejściem Armii Radzieckiej wyprowadzić w tzw. marszach śmierci, zmierzających do Niemiec. Zresztą gdzie one by tam dotarły!

– Kiedy do naszego baraku weszli żołnierze, myślałam, że wrócili esesmani. Ale oni mieli czerwone gwiazdy na czapkach i dali nam jeść. Chleb z margaryną i gorącą kawę z mlekiem. Nie zapomnę tego smaku – opowiada Lidia Maksymowicz, która wtedy była jeszcze Ludą, Ludmiłą Boczarową, co przez cały pobyt w obozie wbijała jej do głowy mama Anna. Anna wysiadła na rampie w Auschwitz z pociągu przybyłego z Białorusi. Była młoda i zdrowa, więc skierowano ją, z niespełna trzyletnią córeczką, na kwarantannę. Dziadkowie dziewczynki, którzy z nimi przyjechali, poszli prosto do komory gazowej.

– Nas najpierw pognano do fryzjera. Mamie ścięto jej piękne warkocze. Dziwnie wyglądała taka łysa, ale to przecież wciąż była mama, do której mogłam się przytulić – wspomina pani Lidia. Potem stanęły w kolejce po obozowe numery.

– Mama powtarzała, że nawet jak będzie bolało, nie wolno mi się poruszyć ani krzyknąć. Bo inaczej mnie zabiją. A bolało bardzo, kiedy w małą rączkę wbijano igłę wystającą z długiego węża, podłączonego do słoika z atramentem. Annie wytatuowano numer 70071, Ludmile 70072. Teraz tych pięć cyfr miało zastąpić ich imiona.

Schowaj się głęboko i udawaj niewidzialną

Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Ludę rozdzielono z mamą i przeniesiono do baraku dziecięcego. Barak często odwiedzał doktor Mengele. Dziecko, które zabierał, znikało na zawsze albo wracało strasznie chore. Malutka Luda już wiedziała, że gdy pojawiają się opiekunowie w białych fartuchach, trzeba schować się najgłębiej, jak to możliwe, pod pryczą, zamknąć oczy i udawać niewidzialną. Nie zawsze się to udawało. W końcu i ona trafiła w ręce psychopaty, który przeprowadzał na dzieciach eksperymenty pseudomedyczne.

Pamięta zastrzyki, po których powstały na jej drobnym ciałku okropnie bolesne wrzody, miała biegunkę. Tyle z niej krwi wytoczyli, że stała się cała przeźroczysta. Mama, której czasem udawało się przedostać do dziecięcego baraku, ledwo ją poznała. Anna przynosiła kawałek chleba, cebulę, ziemniaka. To jednak było za mało, by postawić córeczkę na nogi. Jednak Luda była silna, jej organizm walczył.

Tylko że mama nagle zniknęła. Ktoś powiedział, że jej ciało leży na stosie trupów, który widać z baraku. Luda słowo „mama” powie dopiero do Bronisławy Rydzikowskiej, która po wyzwoleniu obozu zabiera ją do swojego domu, kąpie w wannie i kładzie do czystej pościeli. Będzie nazywać ją Lidką. Luda-Lidka odreagowuje obóz, ciężko choruje.

Nowi rodzice starają się, żeby żyła normalnie, jak dziecko. Kupują lalki, zabawki, ale ona nie umie się nimi bawić. Na podwórku ustawia dzieci w szeregu, tak jak podczas obozowego apelu. Każe im odliczać, krzyczy na nie, jednych kieruje do gazu, innym mówi, że zaraz przyjdzie po nie doktor Mengele.

– Dziś dziecko po takich przejściach otoczone byłoby sztabem psychologów. Ja z moimi traumami musiałam radzić sobie sama – mówi Lidia Maksymowicz. Jako dorastająca dziewczyna, na początku lat 60. ub. w., postanawia odnaleźć biologicznego ojca. Kontaktuje się z Czerwonym Krzyżem w Hamburgu. Dowiaduje się, że żyje nie tylko jej ojciec, ale i matka! Mieszka w Rosji, urodziła troje dzieci, wciąż rozpacza po stracie Ludy. Każdego roku w dzień jej urodzin piecze tort, kupuje szampana i wspomina swoją maleńką córeczkę. Teraz, po kilkunastu latach rozłąki, mają się spotkać.

Czuję się zobowiązana wobec tych, co zginęli

Dwudziestoletnia Lidia, która jest już mężatką, jedzie do Moskwy. Na dworcu czeka na nią nie tylko mama Anna. Ale też tłum ludzi, reporterzy. Lidia staje się elementem propagandy pasującej do mitu o polsko-radzieckiej przyjaźni. Radzieckie władze proponują jej, by została w ZSRR, ale ona grzecznie odmawia. Z odnalezioną mamą utrzymuje kontakt – aż do jej śmierci, ale chce mieszkać w pobliżu swoich przybranych rodziców.

Co roku w święto zmarłych Lidia Maksymowicz jeździ do byłego obozu Auschwitz-Birkenau, by zapalić świeczkę na torach kolejowych, którymi została przywieziona do piekła na ziemi. Będzie tam również 27 stycznia, a więc jutro, w 72. rocznicę wyzwolenia obozu. Aby wspominać dzień, w którym do dziecięcego baraku weszli żołnierze w czapkach z czerwonymi gwiazdami i nakarmili zagłodzone maluchy chlebem z margaryną.

– Nie jest mi łatwo tam jechać i wracać do strasznych wspomnień. Ale czuję się zobowiązana wobec wszystkich, którzy tam zginęli. Dlatego nie wywabiłam tatuażu z numerem obozowym. Dlatego spotykam się z młodzieżą z całego świata i opowiadam o moich strasznych przeżyciach, prosząc ich, aby zrobili wszystko, by to się już nigdy nie powtórzyło.

MS

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Na początku lat sześćdziesiątych dolnośląski Wołów był senną miejscowością liczącą sobie osiem tysięcy mieszkańców. Szerzej znany był w kraju tylko z istnienia tu zakładu karnego o zaostrzonym... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.