Reklama
  • Poniedziałek, 13 marca (08:00)

    Fabryka klonów

Już wkrótce Chińczycy skończą budowę fabryki mającej produkować milion identycznych krów rocznie. Tamtejsi naukowcy twierdzą, że są w stanie sklonować również człowieka. Czy to w ogóle możliwe? A jeżeli tak, to kiedy świat zapełnią ludzkie kopie?

Nie potrafisz pogodzić się ze stratą ukochanej osoby? Marzysz o posiadaniu potomstwa, ale lekarze nie dają ci na to żadnych szans? A może jesteś homo­seksualistą, który najbardziej w świecie pragnie dziecka wyposażonego w twoje geny? Czy wreszcie: chciałbyś zobaczyć samego siebie nie tylko w lustrzanym odbiciu lub na fotografii? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na choćby jedno z powyższych pytań, oferta firmy ­Clonaid jest skierowana właśnie do ciebie.

Reklama

Czego dotyczy? Oczywiście klonowania ludzi. Anons o tej niecodziennej treści bynajmniej nie jest wyjęty z filmu science fiction. Opublikowała go firma z Las Vegas, która od kilku lat zajmuje się tworzeniem ludzkich kopii. Nie zważa ani na obowiązujące prawo, ani na słowa krytyki płynące z ust światowej sławy naukowców. Według jej założycieli klonowanie to droga do nieśmiertelności.

– Stoimy u progu nowej rzeczywistości, w której będzie ono tak powszechne, jak transplantacje czy transfuzje krwi – twierdzi dr Brigitte Boisselier, szefowa kontrowersyjnego przedsiębiorstwa. Jednak czy ludzkość jest na to gotowa?

Technologiczny dar od kosmitów

Clonaid nie ma zgody amerykańskich władz na klonowanie ludzi – tego typu praktyk zakazują zresztą przepisy większości państw na świecie. Nie przeszkadza to jednak w werbowaniu potencjalnych ochotników. Są oni lojalnie uprzedzani, że zabieg zostanie przeprowadzony dopiero wtedy, gdy będzie to formalnie możliwe. Pomijając kwestie etyczne, znaczna część specjalistów wątpi, czy obrotna firma z Nevady w ogóle jest w stanie sprostać zadaniu skopiowania człowieka.

Zdaniem ekspertów – mimo rozwoju genetyki – nadal jest to pieśń dalekiej przyszłości. A przynajmniej oficjalnie. W środowisku naukowym nikt nie traktuje poważnie biznesu pani Boisselier – przedsiębiorstwo solidnie zapracowało sobie na brak zaufania. Nie jest to niezależny ośrodek badawczy, lecz pracownia finansowana przez sympatyków sekty raelian, głoszącej, iż życie na Ziemi zostało zapoczątkowane przez obcą cywilizację, która regularnie odwiedza naszą planetę.

Jednym z wielu darów od przybyszów z kosmosu miałaby być wiedza na temat klonowania. Co interesujące, wspólnocie religijnej przewodniczy nie kto inny jak... założycielka Clonaid. Już w 2002 roku w firmowym laboratorium miała powstać pierwsza ludzka kopia, dziewczynka o imieniu Eve. Przedsiębiorstwo zadeklarowało wtedy możliwość przekazania próbek tkanek sklonowanego dziecka w celu przeprowadzenia badań klinicznych – pod warunkiem zachowania pełnej anonimowości Eve i jej matki.

Kilka zespołów naukowych wyraziło chęć wykonania takich testów, lecz spotkało się z odmową. Doktor Boisselier tłumaczyła później, że wykazanie, iż dziewczynka jest tworem genetyków, mogłoby stać się pretekstem do odebrania jej rodzicom.

Od tamtego czasu firma stworzyła co najmniej paręnaście ludzkich klonów – a przynajmniej tak twierdzą jej pracownicy, brakuje bowiem bardziej wiarygodnych danych, pochodzących z niezależnych źródeł. Mimo to Clonaid wciąż reklamuje się w prasie, a kilka par publicznie przyznało, że zapłaciło po pół miliona dolarów, by znaleźć się w kolejce do zabiegu.

Ile ludzkich klonów chodzi po świecie?

Fachowców twierdzących, że sklonowali człowieka, jest więcej. Włoski ginekolog Severino Antinori co jakiś czas organizuje konferencje prasowe, na których przekonuje, że jak dotąd udało mu się stworzyć trzy ludzkie kopie – rzekomo mają po dziewięć lat i mieszkają gdzieś w Europie Wschodniej.

W 2009 roku podobnymi rewelacjami podzielił się cypryjski biolog dr Panayiotis Zavos, wyznając, że wszczepił czterem kobietom jedenaście zreplikowanych embrionów ludzkich (żadna z ciąż nie skończyła się szczęśliwym rozwiązaniem).

Wszystkie doniesienia łączy jedno: nie istnieją żadne dowody na ich potwierdzenie, dlatego genetycy traktują je raczej w kategoriach fantastyki naukowej.

– Nie sklonowali niczego, co jakkolwiek przypominałoby człowieka. Chodzi tylko o tanią sensację – podsumował prof. David Hume, dyrektor brytyjskiego Instytutu Roślin, w którym przyszła na świat słynna owieczka Dolly. Ma sporo racji, jednak klonowanie już dziś jest dość szeroko praktykowane – choć znacznie różni się od naszych wyobrażeń...

Genetyczne zoo

Dwadzieścia jeden lat po narodzinach Dolly genetyka poczyniła ogromne postępy. Od tamtej pory naukowcom udało się stworzyć kopie mnóstwa zwierząt: od małych gryzoni, poprzez psy i koty, kończąc na chwilowym wskrzeszeniu koziorożca pirenejskiego. I choć nowy przedstawiciel wymarłego gatunku przeżył zaledwie osiem minut, rosyjscy i brytyjscy genetycy są pełni optymizmu – marzy im się przywrócenie światu... mamutów.

Komercjalizacja tej technologii była wyłącznie kwestią czasu. Kto chciałby zapłacić za „drugie życie” swojego zmarłego pupila? To proste: każdy, kogo na to stać! A przynajmniej z takiego założenia wychodzą dwie firmy specjalizujące się w klonowaniu. Pierwsza z nich, kalifornijska BioArts Inter­national, zajmuje się „wskrzeszaniem” zwierząt domowych.

Stawia przede wszystkim na psy, bo to one cieszą się miłością największej liczby klientów. Zabieg nie jest tani – trzeba za niego zapłacić 100 tysięcy dolarów, ale chętnych podobno nie brakuje. W 2009 roku tutejsi specjaliści zreplikowali nawet owczarka niemieckiego, który brał udział w poszukiwaniach ofiar ataków terrorystycznych na World Trade Center.

Człowiek made in China

O wiele bardziej ­zaawansowane badania prowadzi południowo­koreańskie laboratorium ­Sooam Biotech, które klonuje blisko setkę zwierząt rocznie. „Jeśli wasz pupil odejdzie z tego świata, musicie błyskawicznie owinąć jego zwłoki w mokre ręczniki i włożyć je do lodówki, po czym jak najszybciej dostarczyć do naszej siedziby” – instruują eksperci na stronie internetowej firmy.

Tłumaczą, że tylko w ten sposób sprawimy, iż komórki nabłonka ulubieńca zachowają się w dobrym stanie, co później znacznie wspomoże proces „przywracania go do życia”. Zainteresowanie klonami zwierząt jest w Azji zdecydowanie większe niż w innych częściach globu.

Z tego typu zabiegów korzystają nawet instytucje państwowe (m.in. służby ratunkowe i celne, które zamawiają kopie wyjątkowo uzdolnionych psów tropiących). Hwang Woo-Suk, kontrowersyjny naukowiec, założyciel ­Sooam, poszedł niedawno o krok dalej i razem z firmą Boyalife powołał spółkę, budującą obecnie w Chinach ogromną wytwórnię klonów. W osobliwym kombinacie mają być replikowane konie wyścigowe, psy i – przede wszystkim – bydło.

Inwestorzy zapowiadają, że wydajność fabryki, której otwarcie planowane jest w trakcie najbliższych 12 miesięcy, osiągnie 100 tysięcy krów rocznie, a po trzech latach wzrośnie do miliona. Państwo Środka ma 1,4 miliarda mieszkańców i coraz liczniejszą zamożną klasę średnią, spragnioną smakowitych dań mięsnych.

Miejscowe rolnictwo nie zaspokaja ich apetytu, dlatego rozwiązaniem ma być mięso ze sklonowanego bydła. Dyrektor Boyalife kreśli wizję świetlanej przyszłości: – W supermarketach prawie wszystkie towary wyglądają znakomicie, lśniąco, mają podobne rozmiary i kształt.

Nie udało się tego dokonać tylko w przypadku mięsa, ale to się zmieni dzięki naszej fabryce – zapowiada Xu Xiaochun. Wiele osób jest przekonanych, że to właśnie w Chinach zacznie się klonować ludzi w celach reprodukcyjnych. Nie będzie to jednak takie proste...

Kopie, które leczą

Postęp w tej kwestii udało się osiągnąć w 2013 roku badaczom z Uniwersytetu Zdrowia i Nauki w stanie Oregon, którzy pobrali komórkę skóry od dorosłego człowieka, wydobyli z niej jądro zawierające DNA, a następnie umieścili je w ludzkiej komórce jajowej (taką samą metodą posłużono się w przypadku owcy Dolly).

W efekcie powstał embrion będący genetyczną kopią „dawcy”. Choć podziały zarodka zatrzymano na etapie 150 komórek, to wystarczyło, by móc pobrać z niego komórki macierzyste. Nigdy wcześniej nauka nie była tak blisko powielania ludzi.

Dalsze kroki? Nikt nie zamierza ich stawiać. Naukowcy zapewniają, że interesuje ich wyłącznie klonowanie terapeutyczne.

Zarodki mają być wykorzystywane jako źródło embrionalnych komórek macierzystych, dając nadzieję na przełom w walce z nieuleczalnymi dotąd schorzeniami, takimi jak choroby Alzheimera oraz Parkinsona, stwardnienie rozsiane czy cukrzyca, a także oferując lekarzom perspektywę opracowania metody naprawiania uszkodzeń rdzenia kręgowego, które dotychczas były uznawane za nieodwracalne.

Ale to nie wszystko: takie komórki macierzyste można przechowywać w warunkach laboratoryjnych niemal w nieskończoność. Część badaczy zwraca jednak uwagę na kwestie etyczne związane z eksperymentami tego typu.

Jednym z nich jest dr David King z Human Genetics Alert. Ekspert uważa, że po prostu torują one drogę do reprodukcyjnego klonowania ludzi. Jego zdaniem nawet samo publikowanie wyników tego rodzaju badań jest co najmniej kontrowersyjne. W rezultacie świat nauki podzielił się na dwa obozy: zwolenników i przeciwników sztucznego powielania wszystkiego, co ma związek z człowiekiem.

Dlaczego tak trudno „powielić” ludzi?

Klonowanie jest procesem, który zmierza do wytworzenia z oryginału organizmu identycznego pod względem genetycznym. Najczęściej polega na pobraniu DNA dojrzałej komórki i umieszczeniu go w niezapłodnionej komórce jajowej, wcześniej pozbawionej kwasu deoksy­rybonukleinowego.

Następnie elementy „układanki” są łączone przy użyciu impulsów prądu stałego. Rozpoczyna się proces podziału. Jest to jednak niezwykle trudne zadanie, które nie zawsze kończy się sukcesem. Aby uzyskać zdrowego osobnika, trzeba wykonać wiele prób. Wystarczy wspomnieć, że do stworzenia owcy Dolly naukowcy zużyli ponad dwieście jajeczek, a efektywność całej technologii szacowano wtedy na 2%. I choć od tamtego czasu poczyniono ogromne postępy, to dziś i tak nie sięga ona więcej niż 20%.

– Człowiek ma o wiele bardziej skomplikowaną embrio­logię niż owca czy świnia. Kłopotem byłoby także pozyskanie odpowiedniej liczby komórek jajowych potrzebnych do klonowania – wyjaśnia prof. Keith Campbell, jeden z wielu „ojców” Dolly.

– Wchodzi tu w rachubę tak dużo różnych procesów, że prawdopodobieństwo normalnego rozwoju takiego zarodka jest raczej niewielkie – wtóruje mu prof. Jacek Zaremba, genetyk i członek Komitetu Polskiej Akademii Nauk. To dlatego – nawet przy pominięciu względów etycznych – nikt nie garnie się do klonowania ludzi.

Na obecnym poziomie rozwoju nauki szanse na to, że efekt będzie zadowalający, są po prostu zbyt małe. Jeden drobny błąd i wynik mógłby okazać się co najmniej potworny.

Trudności natury technicznej to nie wszystko. Zwierzęta, które jak dotąd udało się sklonować, były zazwyczaj słabego zdrowia, zwłaszcza jeśli powstały na bazie komórek pobranych od dorosłych osobników – starzały się szybciej, wykazując przy tym mniejszą odporność (owieczka Dolly zmarła w wieku zaledwie sześciu lat wskutek nowotworu).

Niektóre klony są obarczone chorobami rozwojowymi, inne umierają w okresie życia płodowego albo zaraz po urodzeniu. Dopóki cała metoda nie zostanie doprowadzona do perfekcji, żaden szanujący się ośrodek badawczy nie podejmie ryzyka związanego z kopiowaniem człowieka.

Czy można stworzyć idealną kopię?

Istnieje jeszcze jedna problematyczna kwestia. Wiele osób karmionych filmami i powieściami science ­fiction wyobraża sobie, że „duplikat” byłby pod każdym względem identyczny z pierwowzorem. To błędne myślenie, czego najlepiej dowodzą pary bliźniaków jednojajowych – naturalne klony. Mimo posiadania takiego samego geno­typu mają zwykle różne charaktery.

Z kopiami laboratoryjnymi byłoby podobnie. Delikatnej modyfikacji ulegają często nawet cechy fizyczne: w przypadku zwierząt wzór umaszczenia jest podobny, ale kształt plam, ich wielkość i zarys – już niekoniecznie.

Nikt nie wie, jak genetyka rozwinie się w najbliższej przyszłości. O następnym przełomie pewnie i tak zostaniemy poinformowani po fakcie, większość badań trzymana jest bowiem w ścisłej tajemnicy.

Wystarczy wspomnieć, że ogłoszenie sklonowania owieczki Dolly nastąpiło dopiero pół roku po jej narodzinach! Na temat tego, jakie sekrety skrywają niezależne laboratoria, możemy więc jedynie spekulować. 

Zobacz również

  • Czy William Szekspir istniał naprawdę, czy to był jedynie pseudonim jakiegoś średniowiecznego autora? Odpowiedź na powyższe pytanie mieli znaleźć badacze grobowca poety. Jednak wnioski naukowców... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.