Reklama
  • Czwartek, 6 lipca (10:05)

    Chris White: Byłem tajnym agentem w darknecie

Internet, jaki znamy, to zaledwie niewielka część globalnej sieci – jej powierzchnia, pod którą kryje się mroczny i niebezpieczny świat, wymykający się wszelkiej kontroli. Jednak Chris White chce to zmienić. Ten były członek cyberjednostki specjalnej wypowiedział wojnę kryjącym się w darknecie terrorystom, stręczycielom i dealerom narkotyków. Co więcej, chce pokonać przestępców ich własną bronią...

Manhattan, przed tylnym wejściem hotelu na godziny od dwudziestu minut stoi samochód z włączonym silnikiem. Pod osłoną mroku otoczyło go sześciu policjantów. Przez noktowizory widzą Froilana Rosado, a obok niego, na fotelu pasażera, skuloną 16-letnią Kathy, która nieprzytomnym wzrokiem patrzy przez zaparowaną szybę. Nastolatka jest w ciąży, jednak Rosado i tak wysyła ją na ulicę. Czekają teraz razem na inną z „jego dziewczyn”, która właśnie spotyka się w hotelu z klientem. Osiemnastoletnia Flora jest już prawie za stara na „pracę” dla Rosado, ale wygląda młodziej, więc alfons nadal stręczy ją online jako 15-latkę. To ją uratuje...

Półtora miesiąca wcześniej śledczy pracujący pod przykryciem zwrócili uwagę na drobniutką Florę i jej „opiekuna”. Rosado, który za dnia prowadzi normalne życie jako ojciec rodziny, zawodowo zajmuje się sprzedażą usług nieletnich prostytutek w dark­necie, czyli gwarantujących anonimowość mrocznych głębinach pod ­powierzchnią ogólnodostępnego internetu. Mężczyzna nierzadko sięga po przemoc i narkotyki, by zmusić do posłuszeństwa dziewczyny w wieku od 15 do 18 lat. Przez lata uchodzi mu to na sucho. I byłoby tak nadal, gdyby nie jeden człowiek, który wypowiedział przestępcom z darknetu wojnę. Ale zacznijmy od początku...

Człowiek, który zmienia internet

Reklama

– Internet, który znamy, to tak naprawdę nie jest internet – oświadcza Chris White, w fachowych kręgach uznawany za Jamesa Bonda wśród informatyków. Z uśmiechem wyjaśnia dziennikarzom, że miejsce, w którym można znaleźć Google’a, Facebooka albo Amazona, jest jedynie małą cząstką prawdziwej sieci – według różnych szacunków stanowi od pięciu do dwudziestu jej procent. Tak zwany open web, czyli obszar otwarty, codziennie odwiedzany przez miliardy ludzi, to tylko widoczna powierzchnia. Pod nią kryje się deep web, którego nie można znaleźć za pomocą tradycyjnych wyszukiwarek i który dla większości użytkowników jest niedostępny. Często chodzi tu o zahasłowane katalogi lub bazy danych – z reguły całkowicie legalne. Jednak można zejść jeszcze głębiej...

Pod deep webem zaczynają się mroczne rejony internetu, czyli tak zwany darknet. Ta anonimowa sieć łączy komputery na całym świecie, i to nie za pośrednictwem centralnych serwerów, lecz innych, zarejestrowanych w niej komputerów. Darknetowych stron oczywiście nie można znaleźć za pomocą wyszukiwarek, takich jak Google. Tutaj adresy przekazują sobie sami użytkownicy (choć ich listy publikowane są też w open webie). Cała komunikacja jest szyfrowana. To sprawia, że darknet jest nie tylko koszmarem organów ścigania, ale i idealnym schronieniem dla wszystkich, którzy pragną anonimowości: hakerów, aktywistów politycznych, handlarzy bronią, terrorystów, dealerów narkotykowych i handlarzy żywym towarem. Tajne służby i policja od lat mają darknet na oku, ale sukces śledztw do tej pory zależał od szczęścia lub wymagał kosztownych, przeprowadzanych pod przykryciem akcji.

Przestępcy kochają darknet, ponieważ czują się w nim bezpiecznie

Chris White zna się na rzeczy. Swego czasu należał do tajnej cyberjednostki specjalnej w amerykańskiej armii, która w trakcie wojny w Afganistanie na miejscu śledziła ruchy talibów i przepływ pieniędzy Al-Kaidy. Organizacje terrorystyczne już wtedy intensywnie działały w darknecie. ­White pracował dniami i nocami ze swoim zespołem, szukając czegoś w rodzaju źródła światła w najciemniejszych zakamarkach sieci. I rzeczywiście udało mu się dokonać czegoś, co uchodziło wówczas za niemożliwe: rozjaśnił mroki darknetu, programując Memex, czyli wyszukiwarkę, która identyfikuje, sortuje, kataloguje i łączy ze sobą dane pozornie chaotycznie krążące poza open webem.

Innymi słowy: na podstawie wielu fragmentarycznych, powtarzających się informacji Memex potrafi stworzyć całościowy obraz – i np. pomaga ustalić, gdzie dani przestępcy prowadzą swoje działania.

Niedługo potem White wystąpił z wojska i rozpoczął polowanie na kryminalistów na własną rękę. Na celownik wziął handel ludźmi. Jeszcze ścigając nielegalne interesy ­Al-Kaidy, widział platformy sprzedażowe, przypominające targi niewolników w starożytnym Rzymie. Oferowano tam kobiety, dziewczyny i dzieci obu płci, wraz ze zdjęciami oraz cenami.

White poznał mroczne zakamarki sieci jak mało kto – i zrozumiał, że dzięki Memexowi jest zapewne jedynym człowiekiem na świecie, który może zwalczyć ten brudny interes...

Śledztwo w darknecie

Dla Froilana Rosado, handlarza dziewczętami, nie jest to dobra wiadomość. Po aresztowaniu, do którego doszło tamtego wieczoru przed hotelem na Manhattanie, okazało się, że swój biznes niemal całkowicie prowadził w darknecie. Śledztwo utknęło w miejscu – brakowało dowodów. Jednak wtedy Cyrus R. Vance, prokurator okręgowy Manhattanu, zwrócił się o pomoc do Chrisa White’a.

A Memex znalazł niezbędne ślady: nazwiska dziesięciu nastolatek, miejsce ich pobytu oraz ogłoszenia o usługach seksualnych zamieszczane przez ­Rosado w mrocznych zakamarkach sieci. Był to jeden z pierwszych wielkich ciosów, jakie White zadał międzynarodowym szajkom handlarzy żywym towarem – ale nie ostatni.

Także tym razem chodzi o handel ludźmi, miejscem akcji znów jest Nowy Jork. Otrzymawszy sprawę 28-latki, która została uprowadzona na Manhattanie, wywieziona do meliny i sprzedana w darknecie przez swego dręczyciela jako seksualna niewolnica, prokurator okręgowy Vance bez wahania kontaktuje się z Chrisem ­White’em.

Kobieta zdołała się uratować, skacząc z szóstego piętra, lecz udowodnienie winy przestępcom, którzy komunikowali się wyłącznie za pośrednictwem darknetu, to dla organów śledczych zadanie nie do rozwiązania.

Ofiara potrafiła wprawdzie podać niejasne informacje na temat porywaczy, ale prokuratura wniosła akt oskarżenia dopiero dzięki pracy White’a. Jego super­wyszukiwarka w ciągu kilku dni znalazła w anonimowej sieci poszlaki: negocjacje cenowe, protokoły czatów itd. Pomogła też ustalić nazwisko głównego sprawcy – za swój czyn Benjamin Gaston został skazany na minimum 50 lat więzienia.

Jak to jednak możliwe, że w czasach totalnej inwigilacji cyfrowej ze strony tajnych służb i koncernów internetowych w samym środku Nowego Jorku uprowadzono kobietę, zaoferowano ją w sieci jako seksualną niewolnicę i nikt tego nie zauważył? Co może zrobić państwo, żeby w przyszłości także w darknecie przestrzegano prawa?

Światło w mrokach sieci

Według wielu ekspertów postępowanie prokuratora okręgowego Manhattanu w tej sprawie może oznaczać przełom w sposobie traktowania darknetu przez organy ścigania. Internet, który kiedyś był symbolem wolności, rozwoju i możliwości, staje się własnym przeciwieństwem – przynajmniej w tych obszarach, do których państwo prawa nie ma dostępu.

Deep web już dawno stał się polem działania terrorystów i przestępców. Według badań darknet zawiera dzisiaj około 57 procent nielegalnych treści. Dziennikarz Joseph Cox pokazał niedawno, jak łatwo jest tam sprzedać młode seksualne niewolnice z Europy Wschodniej. W ramach prowadzonego przy pomocy fikcyjnych danych dochodzenia dziennikarskiego próbował wylicytować młodą dziewczynę, oferując na początek 150 000 dolarów. Ogłoszenie zawierało zdjęcia, informacje na temat jej wagi i wielkości biustu. Cox do dzisiaj nie wie, czy ogłoszenie było prawdziwe.

Ale jedno jest pewne: handel żywym towarem to kwitnący biznes, nie tylko w darknecie. Według aktualnych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych na świecie jest obecnie 21 milionów niewolników, a co czwarty z nich jest wykorzystywany seksualnie. Co roku na ich pracy przestępcy zarabiają około 150 miliardów dolarów. Najbardziej przerażające jest to, że udaje się uratować zaledwie jedną na sto ofiar! Nadzieją na ograniczenie tego brudnego interesu w przyszłości jest właśnie Memex. Już w co najmniej 20 przypadkach handlu ludźmi oprogramowanie to znacznie przyczyniło się do odnalezienia lub skazania sprawcy.

Również w Nowym Jorku wyszukiwarka zmienia zasady gry. Dzięki prokuratorowi Vance’owi korzystanie z niej stało się standardem w śledztwach. Memex w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2016 roku wykrył aż 4752 przypadki potencjalnego handlu ludźmi! Prywatna wojna Chrisa White’a z przestępcami nabiera tempa...

Broń przyszła pocztą

Sierpień 2016 roku, Monachium: osiemnastoletni David Sonboly zabija w amoku dziewięć osób, a potem popełnia samobójstwo. Chłopak nabył pistolet w darknecie za 4350 euro. Do dzisiaj praktycznie każdy może tam zamówić broń. Płaci się wirtualną walutą (bitcoinami), a towar jest dostarczany pocztą.

Nerd na froncie

W 2010 roku informatyk Chris White został przeniesiony do cyberjednostki specjalnej w Afganistanie. Tam stworzył Memex – program, dzięki któremu udaje mu się namierzać przestępców w darknecie. Choć White narobił sobie w ten sposób wielu wrogów, nie boi się mówić o swojej pracy.

Ucieczka w mrok

Po paryskich zamachach z listopada 2015 roku grupa hakerów Anonymous wypowiedziała cybernetyczną wojnę organizacji terrorystycznej znanej pod nazwą Państwo Islamskie. W ciągu kilku dni zhakowali lub zaatakowali tysiące stron i kont na portalach społecznościowych.

Skutek: Państwo Islamskie przeniosło większość swoich platform komunikacyjnych i propagandowych do anonimowego darknetu.

Zobacz również

  • W roku 1702 niejaki Thomas Busby został skazany na śmierć przez powieszenie za zabójstwo swego teścia. Zanim jednak zawisł – postanowił usiąść na chwilę na swoim ulubionym krześle. Od tego momentu... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.