Reklama
  • Środa, 12 sierpnia 2015 (15:05)

    Alpaka żywi i ubiera

„Kocham te moje przytulanki” – mówi Marta Pietrzykowska (40 l.) z Szyszyńskich Holendrów k. Konina

Przeprowadźmy się na wieś, do gospodarstwa moich rodziców − Piotr, mój mąż rzucił tę propozycje na początku lat 90. − Wygląda na to, że tu, we Wrocławiu, niczego się nie dorobimy...

Pracowałam wtedy w dziale marketingu sporej firmy

− Raz kozie śmierć! Chcę zrobić coś nowego w życiu! − zgodziłam się od razu. Przez następne lata próbowaliśmy wielu rzeczy na wsi: hodowaliśmy pieczarki, uprawialiśmy kwiaty egzotyczne, nawet prowadziliśmy hodowlę i ubój drobiu.

Reklama

− Dlaczego musimy się wiecznie upominać o własne, ciężko zarobione pieniądze − denerwowałam się, bo stale ktoś zwlekał z zapłatą należności, a budżet się nie dopinał.

Nie boję się zmian

− Mieszkamy w pięknej okolicy, postawmy na gospodarstwo turystyczne. Może to wypali? − główkował Piotr. − Pomyślałem, że skusimy turystów do przyjazdu np. zwierzętami. Minęło kilka tygodni.

− Co powiesz na... alpaki? − zapytał Piotr, pokazując mi je w internecie. − Ale piękne puchatki! To coś w rodzaju lamy? − zerknęłam Piotrowi przez ramię i... zakochałam się w nich.

Gdy kupowaliśmy pierwszą alpakę w 2005 roku, kosztowała kilka tysięcy i była zupełną egzotyką. Wzięliśmy kredyt i po roku doszliśmy do... 30 sztuk!

− Zrezygnowaliśmy z agroturystyki i postawiliśmy wyłącznie na hodowlę. Czy damy radę... − trochę się bałam. − Damy! Można się nauczyć − uważał Piotr. I tak zaczęliśmy się uczyć hodowli... na własnych błędach, z podręczników i od mieszkającego w Niemczech polskiego weterynarza, fana tych zwierząt.

Ubrania

Ukierunkował nas na chów i sprzedaż oraz wykorzystywanie ich niezwykłej wełny. − Jest cenniejsza niż moher i angora czy kaszmir! Kilkakrotnie cieplejsza i trwalsza od owczej − tłumaczył. Im więcej wiedziałam o alpakach, tym bardziej byłam zachwycona.

− Wiesz, że są prawie tak mądre jak delfiny − mówiłam Piotrowi. − Kontakt z nimi jest zbawienny dla dzieci z autyzmem, porażeniem mózgowym, zaburzeniami emocjonalnymi i ruchowymi. Także dla dorosłych z głębokim upośledzeniem i depresją − wymieniałam jednym tchem.

− Może więc wykorzystamy nasze zwierzęta, by pomóc takim osobom − zasugerował.

I tak, od września 2014 r. po zdobyciu wymaganych uprawnień i przeszkoleniu zwierząt, zostałam... alpakoterapuetką! − Kiedy odwiedzam z naszym czterokopytnym terapeutą Olusiem dom opieki społecznej, podopieczni tej placówki już od rana czekają na dworze i nas wyglądają! − z dumą powtarzam mężowi. Nie mam wątpliwości − 10 lat temu zaryzykowaliśmy i podjęliśmy najlepszą z możliwych decyzję.

Marty Pietrzykowskiej wysłuchała Beata Rayzacher

Chwila dla Ciebie
Więcej na temat:alpaka | piotr | Marta | Dlaczego nie! | Nie

Zobacz również

  • Ludzie-wilki, ludzie-nietoperze, ludzie-ryby… Od wieków tego typu chimery budziły grozę, pojawiając się w legendach i mitach. Nie wszystkie jednak są wyłącznie tworem fantazji. Wiele z nich to... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.